Pierwszym klubem Ronaldinho w Europie było Paris Saint-Germain. Brazylijczyk już wtedy był na ustach całego Kraju Kawy, a i na Starym Kontynencie przyglądano mu się z wielką uwagą. Dlaczego wybrał ofertę francuskiego średniaka, podczas gdy już wtedy rywalizowały o niego największe kluby na świecie? Odpowiedź na to pytanie jest dość złożona.

Mamy rok 2001. W ostatnim sezonie dla Gremio 21-latek zdobywa kosmicznie 41 bramek w 49 meczach. Może nie są to czasy superszybkiego internetu, ale prasa wie swoje. Światowe media rozpisują się o „brazylijskim wonderkidzie”, a menedżerowie największych klubów od miesięcy mają go na swoich shortlistach. Którzy konkretnie?

Łatwiej byłoby napisać, którzy go tam nie umieścili. 

Hiszpańskie media głośno pisały o zainteresowaniu Realu Madryt i Barcelony. Sprowadzenie Ronaldinho było też marzeniem właściciela Interu – Massimo Morattiego – ale w transferze nie pomogły nawet namowy ze strony samego Ronaldo. Najbliżej było mu do Arsenalu. I trafiłby na Highbury, gdyby nie restrykcyjne przepisy dotyczące obcokrajowców. 

– Mogliśmy mieć Ronaldinho zanim trafił do PSG. Dużo wcześniej poznałem jego brata, ale mimo chęci obu stron nie mogłem sprowadzić go do Anglii. Powód? Niewystarczająca liczba meczów rozegranych w reprezentacji Brazylii, przez co nie miał szans na uzyskanie pozwolenia na pracę na Wyspach. To strasznie głupia zasada – wyznał kilka lat później Arsene Wenger, kiedy Ronaldinho brylował w barwach Barcelony. 

Nieoficjalnie mówi się też o chorej ofercie Leeds United. A właściwie podejrzanych ludzi, którzy koniecznie chcieli go tam umieścić. Oferowali ponoć okrągłe 42 miliony funtów, podczas gdy światowy rekord transferowy wynosił 36 milionów.

W końcu Ronaldinho obwieścił światu, że odrzuca zaloty piłkarskich gigantów i podpisuje kontrakt z Paris Saint-Germain. Dlaczego akurat tam?

Po pierwsze – zbliżały się mistrzostwa świata w 2002 roku. Nie chciał trafić do klubu, w którym nie byłby pierwszoplanową postacią. Nie mógł sobie na to pozwolić. Jego priorytetem była gra. Po drugie, w tym samym czasie jego brat – Assis, również piłkarz – związał się z francuskim Montpellier. Tym sposobem cała rodzina mogła przeprowadzić się do Francji.

Embed from Getty Images

Wokół samego transferu narosło też mnóstwo kontrowersji. 

– Właśnie przeczytałem informację na stronie internetowej PSG, że podpisali kontrakt z Ronaldinho. Problem w tym, że my negocjujemy z nim nowy kontrakt, a nikt z Francji nawet się z nami nie kontaktował – mówił prezes Gremio, Jose Guerreiro. 

Kibice posunęli się o krok dalej, nazywając Ronaldinho uciekinierem i zdrajcą. Sprawa wylądowała w trybunale FIFA, który orzekł, że do czasu jej wyjaśnienia, ma zakaz gry w jakimkolwiek klubie. Dinho opuścił więc Porto Allegre na rzecz Rio De Janeiro. Tam samotnie trenował i uczył języka francuskiego. Impas trwał już cztery miesiące – od stycznia do kwietnia – w ciągu których nie rozegrał ani jednego spotkania. Szalonym wyjściem miało być wypożyczenie do szkockiego St. Mirren, ale i ten pomysł FIFA zawetowała. 

W połowie sierpnia 2001 roku Ronaldinho wreszcie uzyskał zgodę na występy w Paris Saint-Germain. 

Embed from Getty Images

Pobyt we francuskim średniaku miał być lekkim i przyjemnym startem w Europie. Miał być tylko przystankiem przed największymi klubami i biletem na mistrzostwa świata. Na dzień dobry młody Ronaldinho zderzył się jednak z ogromną presją. Po tylu miesiącach oczekiwania kibice łaknęli jego występów. Oczekiwali piłkarskiego boga. Goleadora z prawdziwego zdarzenia, który godnie zastąpi sprzedanego za rekordowe 9,5 miliona funtów Laurenta Roberta – najlepszego strzelca PSG. 

Rzeczywistość była jednak okrutna. 

Ronaldinho nie trafił do siatki w żadnym z pierwszych siedmiu meczów w nowych barwach. Do tego głównie wchodził z ławki. W międzyczasie w Brazylii rodziła się natomiast nowa gwiazda – Kaka, który zaliczał rewelacyjny sezon dla Sao Paulo. Opinia publiczna odsunęła Ronaldinho i to właśnie jego widziała w wyjściowej jedenastce podczas mundialu w Korei i Japonii. 

Embed from Getty Images

Wszystko odmieniło się jednak, kiedy zdobył pierwszego gola. Cztery dni później dorzucił dwa kolejne w Pucharze UEFA. W międzyczasie Jay-Jay Okocha wybrał się na urlop po Pucharze Narodów Afryki, a skłócony z trenerem Nicolas Anelka wylądował na wypożyczeniu w Liverpoolu. 

Dzięki temu Ronaldinho w końcu stał się centralną postacią i na dobre rozwinął skrzydła. Sezon zakończył z trzynastoma bramkami i dziewięcioma asystami. Potem pojechał na mistrzostwa świata, a reszta jest historią…

Roberto Carlos i historia rzutu wolnego, który zmienił trajektorię ruchu obiegowego ziemi