Wrzesień 1995. W Polsce zarządzono wybory prezydenckie, które później – po wyrównanym boju z Lechem Wałęsą – wygrał Aleksander Kwaśniewski. Mniej więcej w tym samym czasie powstał portal eBay, a Legia debiutowała w Lidze Mistrzów, wygrywając 3:1 z Rosenborgiem. 6 września na starym Wembley rozgrywano też mecz towarzyski między Anglią i Kolumbią. Wynik? Zero do zera. Generalnie nuda, gdyby nie jeden moment, który na dobre przeszedł do historii futbolu.

Autor? Niejaki Rene Higuita, któremu dziś stuknęły 54 lata.

Ekscentryczny Kolumbijczyk dokonał niemożliwego. Jednym zagraniem przyćmił takie sławy jak Gascoigne czy Shearer. Jamie Redknapp, debiutujący w kadrze Anglików, posłał zupełnie niegroźne dośrodkowanie w pole karne, które – według dzisiejszej nomenklatury – nazwalibyśmy „centrostrzałem”. I wtedy to się wydarzyło… Futbolowy świat ujrzał „scorpion kick” Higuity.

 

Po meczu wszyscy mówili tylko o tym. „Daily Mail” pisał, że Kolumbijczyk „zaszokował cały piłkarski świat”. – Nigdy nie widziałem czegoś podobnego, a nie jestem nowicjuszem. To było efektowne zagranie, ale nie sądzę, że będziemy tego uczyć naszych bramkarzy – powiedział selekcjoner Anglików, Terry Venables.

– Takie coś mogłem zrobić tylko ja. Spokojnie, to nie koniec. Mam ogromny repertuar zagrań, ale nie planuję ich z wyprzedzeniem – powiedział w wywiadzie po meczu.

Co ciekawe, kibice, którzy pojawili się na stadionie odpowiednio wcześniej, nie byli zaskoczeni. Higuita ewidentnie trenował swoje zagranie, broniąc w ten sposób każdy z lżejszych strzałów kolegów.

Embed from Getty Images

Historia Higuity jest pokręcona niemal tak samo, jak jego słynne kopnięcie. Karierę zaczynał jako napastnik. Ba, na tej pozycji szło mu nawet całkiem nieźle. Jako nastolatek był najlepszym strzelcem w zespole. Bramkarzem został przez przypadek. Podstawowy golkiper złapał kontuzję, Rene z braku laku zajął jego miejsce i szybko okazało się, że broni jeszcze lepiej niż strzela.

Gra w polu za młodziaka miała ogromny wpływ na jego bramkarską karierę. Niezliczoną ilość razy wkręcał napastników w ziemię, mijając ich efektownym dryblingiem. Od czasu do czasu przypominał, że nie zapomniał jak się strzela. Podczas całej kariery zdobył 48 bramek, co plasuje go w ścisłej czołówce najbardziej płodnych pod tym względem golkiperów.

Jego efekciarstwo nie zawsze kończyło się jednak burzą oklasków w domach kolumbijskich kibiców. Podczas mundialu we Włoszech, w 1990 roku, postanowił pojedynkować się z samym Rogerem Millą. Skończyło się kuriozalną bramką, która walnie przyczyniła się do wyeliminowania Kolumbii.

Higuita lubił dobrą zabawę – niestety nie tylko na boisku. Pod koniec kariery kontrole antydopingowe dwukrotnie przyłapały go na zażywaniu kokainy. Wcześniej, w 1993 roku, jeszcze przed „scorpion kickiem” został z kolei skazany za… współpracę z kartelami narkotykowymi. Miał pośredniczyć we współpracy Pablo Escobara z pozostałymi narkobaronami. Jego córka została porwana, a on sam spędził siedem miesięcy w więzieniu, po czym opuścił je oczyszczony z zarzutów.

Po odwieszeniu butów na kołek przeszedł szereg zabiegów plastycznych. Uraził go tytuł „najbrzydszej ikony reprezentacji Kolumbii” przyznany przez lokalne media.

Kibice w Europie na zawsze zapamiętają go jednak z tego jednego, jedynego kopnięcia na Wembley. Co na to sam Higuita? Czy był to totalny spontan, czy jednak świetnie zagrana rola, szlifowana przez lata?

– Każdy sportowiec chce być zapamiętany przez kibiców przez wieki. Uznałem, że mój czas nadchodzi i muszę zrobić coś, o czym świat nigdy nie zapomni. Dzieci zawsze byly dla mnie wielką inspiracją i kiedy widziałem je na ulicach Medellin grające w piłkę, próbujące strzałów z przewrotki, powiedziałem im: spróbujcie zrobić to odwrotnie. A potem pomyślałem: hej, dlaczego sam tego nie zrobisz!? Tego dnia w Anglii dostałem piłkę, na którą czekałem od pięciu lat – mówił w jednym z udzielonych później wywiadów.