Przyjezdnych w Ekstraklasie mieliśmy wielu, a na przestrzeni ostatnich lat liczba ta urosła do niespotykanej wcześniej skali. Takich, którzy robili zdecydowaną różnicę, była jednak garstka. Był Maor Melikson, był Nemanja Nikolić czy Miroslav Radović. Wciąż jest natomiast Flavio Paixao – najlepszy strzelec wśród obcokrajowców w historii. Kibice w Krakowie – i nie tylko – wciąż wspominają jednak Kalu Uche. Ważne ogniwo Wisły Kraków, która w sezonie 2002-03 szła jak burza w Pucharze UEFA, napawając dumą całą piłkarską Polskę. 

W Wiśle Uche zagrał zaledwie 81 spotkań, w których zdobył 21 bramek. Czy to wystarczy, żeby nazywać go najlepszym obcokrajowcem w historii Ekstraklasy?

Kiedy w 2001 trafiał do Wisły, niewiele wskazywało na to, że w przyszłości będzie strzelał gole Realowi Madryt, Barcelonie czy Atletico. Jako 20-latek nie przebił się w drugiej drużynie Espanyolu. Pod Wawelem nie zaliczył wejścia smoka. Trener Franciszek Smuda podchodził do niego dość niechętnie. W sezonie 2001/02 Uche grał ogony.

Embed from Getty Images

Eksplozja talentu nastąpiła w kolejnych rozgrywkach. Trenera Smudę zastąpił Henryk Kasperczak, który zaufał jego umiejętnościom. Sezon zakończył z dziewięcioma golami i trzynastoma asystami we wszystkich rozgrywkach. Liczby były jednak wyłącznie dopełnieniem.

Klucz stanowiła jego gra. To, jak poruszał się po boisku, z jakim luzem operował piłką, jak błyskawicznie poruszał się z piłką. To był powiew świeżości, zupełnie nowa jakość. Dzięki występom Wisły w europejskich pucharach zyskał ogromną popularność. Tak ogromną, że został nawet zaproszony do… katolickiego programu „Ziarno”.

– To było dla mnie nowe doświadczenie, ciekawe, ale zarazem trudne. Po raz pierwszy mówiłem o sobie, o swoim życiu, nie tylko o piłce nożnej. Choć nie wszystko udało mi się przekazać tak, jakbym chciał, wydaje mi się, że nieźle to wypadło – mówił w wywiadzie dla Dziennika Polskiego.

W wolnych chwilach spędzał czas z mieszkającymi w Krakowie Nigeryjczykami. Kelechi Iheanacho – również piłkarz Wisły – był dla niego jak brat. W Afryce byli sąsiadami, a pod Wawelem nawzajem wspierali. W 2003 roku został uznany za najlepszego obcokrajowca w naszej lidze, a dziennikarze nazwali go „Czarną Gwiazdą Białej Gwiazdy”.

Niestety, bajka o wielkim talencie w Krakowie skończyła się niemal tak szybko, jak zaczęła.

Kiedy wokół Uche pojawili się obiecujący mu złote góry przedstawiciele zachodnich klubów, stracił ochotę na grę dla Wisły. Zaczął gwiazdorzyć, symulował kontuzje, odpuszczał treningi. W meczu z Amiką nie wytrzymał ciśnienia i napluł w twarz Markowi Zieńczukowi, za co został zawieszony i ukarany grzywną w wysokości 5 tys. zł.

To jednak był dopiero początek problemów.

Kiedy Wisła nie zaakceptowała oferty Ajaksu, odmówił występu w pucharowym meczu z Omonią Nikozja.

– Tak bezczelnego zachowania nie było jeszcze w całej historii polskiej piłki nożnej. Kalu zapomniał, że dwa lata temu przyszedł do nas jako piłkarz niechciany w drużynie rezerw Espanyolu Barcelona. Dopiero tu nauczył się grać – mówił zbulwersowany właściciel Wisły, Bogusław Cupiał, który podpisał się pod półroczną dyskwalifikacją własnego zawodnika.

Embed from Getty Images

Potem, wyrokiem sądu, musiał wrócić do Krakowa, ale między nim a klubem nie było chemii. Najpierw wypożyczono go do Girondins Bordeaux, gdzie jednak nie zdecydowano się go wykupić. Do Wisły wrócił więc po raz trzeci. Zdobył bramkę w pamiętnym dwumeczu z Panathinaikosem, ale w międzyczasie czekał tylko na zgodę na odejście.

W 2005 roku w końcu podpisał kontrakt z drugoligową hiszpańską Almerią. Na Półwyspie Iberyjskim jego kariera nabrała tempa. W La Liga zagrał blisko 150 meczów, a z reprezentacją Nigerii wystąpił na mistrzostwach świata. W międzyczasie grał jeszcze w Turcji i Katarze, a karierę – zaledwie przed rokiem – zakończył w Indiach.

MŚ 2002: Polska – USA, czyli mecz o pietruszkę, który dał nam masę radości

fot. Wisła Kraków