25 lat temu angielski skrzydłowy Manchesteru United zadziwił cały kraj fenomenalnym uderzeniem z linii, która wyznacza połowę boiska. Co ciekawe, David Beckham zdobył legendarną bramkę grając w butach, które były uszyte dla kogoś innego.

Dudek, Hajto, Kłos, Wałdoch, bracia Żewłakow, Zieliński, Koźmiński, Zdebel, Iwan, Kryszałowicz. Przeciwko tym piłkarzom, prowadzonym przez Jerzego Engela, swój jedyny mecz w barwach reprezentacji Szkocji rozegrał Charlie Miller. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1. Rramkę dla biało-czerwonych zdobył wprowadzony z ławki Kałużny, a Miller rozegrał pełne 90 minut. Dlaczego o tym wspominamy? Bo właśnie w butach, które stworzono dla urodzonego w Glasgow pomocnika, swojego legendarnego gola zdobył David Beckham.

Beckham, Miller i cała ta sytuacja mogliby ilustrować piłkarskie powiedzenie: „buty nie grają”.

O Davidzie Beckhamie słyszał każdy szanujący się fan futbolu. Miller? Jego kariera nie rozwinęła się najlepiej. Po otrzymaniu nagrody najlepszego szkockiego piłkarza młodego pokolenia i kilku latach gry w Glasgow Rangers, próbował podbić Premier League w barwach Leicester i Watford. Lata 2000-2004 spędził w Dundee United. Później najwięcej występów zanotował w norweskim SK Brann (60), belgijskim Lierse SK (33) oraz australijskim Brisbane Roar (18). Przygodę z futbolem kończył w trzeciej lidze szkockiej. Prawdopodobnie nigdy nie usłyszelibyście o nim, gdyby nie pomyłka adidasa, który Davidowi Beckhamowi przysłał właśnie buty Millera. Przybliżając poniższe zdjęcie, można dopatrzeć się napisu „Charlie” na języku.

Embed from Getty Images

– Adidas przysłał mi parę Predatorów, ale zostały one wykonane dla kogoś innego. Słowo „Charlie” było wyszyte na językach obu butów. Koledzy od razu to zauważyli i trochę się ze mnie naśmiewali – wspominał Beckham w swojej autobiografii.

Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu pięknej bramki. Tej, która – jak sam przyznał – odmieniła jego życie.

Pamiętne trafienie przypadło na inaugurujący sezon 1996/1997 mecz Manchesteru United z Wimbledonem. Co ciekawe, Beckham grał wówczas nie tylko w nieswoich butach, ale także z innym numerem od tego, z którym kojarzy się występy Anglika w barwach „Czerwonych Diabłów”. Nie „siódemkę”, a „dziesiątkę” nosił na plecach zawodnik, który później był członkiem Galacticos w Realu Madryt, a także grał w barwach AC Milan czy Paris Saint-Germain.

 

 

– Wydawało się, że piłka leci kilka godzin. Dookoła panowała absolutna cisza. Później piłka wpadła do siatki, a stadion eksplodował z radości – przyznał „Becks”.

Miller, w którego butach Beckham zdobył wspaniałą bramkę, wyjaśniał tę sytuację na łamach Daily Record. – Przedstawiciel adidasa zadzwonił, aby powiedzieć, że Beckham pilnie potrzebuje pary, a moje buty były jedynymi, które do ​​​​niego pasowały. Ale nie mogę szczerze powiedzieć, że moje buty pomogły mu zdobyć tę bramkę. Becks mógłby strzelać takie gole z założonymi kaloszami.

Dzień, w którym David Beckham… wylądował w czwartej lidze