Wszyscy wiemy, że David Beckham jest legendą Manchesteru United. Że potem trafił do galaktycznego Realu Madryt, a następnie otrzymał zadanie zasiania wielkiej piłki w MLS. I tak dalej. W swojej karierze miał jednak jeden wyjątkowo tajemniczy epizod. Epizod, w którym prosto z wypełnionego kibicami Old Trafford wylądował w… czwartej lidze.

Mamy luty 1995 roku. Dziewiętnastoletni Beckham zapowiada się na znakomitego piłkarza. Widzi to również Sir Alex Ferguson, dając mu coraz więcej szans na grę. Zdobywa nawet swojego pierwszego gola, przeciwko Galatasaray w Lidze Mistrzów. Wszystko wydaje się iść w doskonałą stronę, ale wtedy Ferguson podejmuje kontrowersyjną decyzję.

Wysyła Beckhama na wypożyczenie do czwartoligowego Preston North End. 

– Szczerze mówiąc byłem w szoku. Myślałem, że Ferguson przestał we mnie wierzyć i w ten sposób daje mi do zrozumienia, że na Old Trafford nie ma dla mnie miejsca – wspomina Beckham w autobiografii.

Był zmieszany. Nie wiedział, jak odebrać tak niejednoznaczny sygnał. Tymczasem w nowym klubie od przejścia przez drzwi traktowano go jak gwiazdę.

– To jest David Beckham, przyszedł do nas na miesięczne wypożyczenie z Manchesteru United. Od dziś wykonuje wszystkie rzuty wolne i rożne – powiedział na odprawie trener Preston, Gary Peters.

Paul Raynor – jeden z najbardziej doświadczonych zawodników – spojrzał na niego z wściekłością i niedowierzaniem. Nastoletni smarkacz odebrał mu jego najważniejszy przywilej.

– Byłem totalnie zaskoczony, może nawet obrażony, ale kiedy zobaczyłem jego pierwszego gola, nie pozostało mi nic innego, jak po prostu się zamknąć – wspominał po latach.

Rzeczywiście, Beckham zadebiutował wchodząc z ławki i od razu zdobył bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego. Tydzień później dołożył kolejną, tym razem już typowo w swoim stylu, posyłając piłkę z rzutu wolnego. Wyróżniał się na tle nowych kolegów. Ciężko trenował, zostawał po godzinach, żeby ćwiczyć stałe fragmenty. To niekoniecznie podobało się starszyźnie, która – mówiąc kolokwialnie – miała z niego bekę. 

Koledzy niespecjalnie za nim przepadali. Przynajmniej na początku. Wszedł do szatni weteranów, starych wyjadaczy, wśród których był chociażby… David Moyes. Po pierwszym spotkaniu Beckham odruchowo zdjął strój i rzucił go na środek szatni. Zapomniał, że Preston to nie Manchester i tutaj ciuchy pierze się samemu. 

Kiedy wracali z jednego z meczów wyjazdowych, David czytał stary numer magazynu „Match”. Czytał o… sobie samym. Był to wywiad, w którym opowiadał o grze dla Manchesteru United. Na zdjęciu tonął w uściskach Erica Cantony. W pewnym momencie jeden z kolegów wyrwał mu gazetę i zaczął czytać wypowiedzi Beckhama na głos. 

– Biegłem w ramiona Erica, to było cudowne! – cytował, a cały autokar zwijał się ze śmiechu. 

W Preston zarabiał 400 funtów tygodniowo plus premie – 50 funtów za występ i 200 za bramkę. Paul Bradley, odpowiedzialny za klubowe obiekty, do dziś ma ten kontrakt, oprawiony w ramce, wiszący na honorowym miejscu w jego biurze. 

Potem Beckhamowi, który wypożyczenie potraktował jako karne zesłanie, spodobało się regularne granie. Chciał zostać na dłużej. Wtedy też prawdopodobnie po raz pierwszy poprosił o rozmowę z Aleksem Fergusonem. Strasznie się denerwował. Delikatnie zapukał do jego gabinetu, cichutko wszedł i poprosił o przedłużenie wypożyczenia. 

Ferguson wpadł w szał. Uderzył w biurko i wykrzyczał:

– Nigdzie, kur**, nie pójdziesz! Zostajesz, temat uważam za zakończony.

David był rozczarowany, ale – sami rozumiecie – nie miał siły przebicia, żeby postawić się bossowi. Niedługo później na dobre przebił się do pierwszego składu, a dalszą część historii raczej wszyscy znamy.

Sam Beckham nigdy nie zapomniał jednak o epizodzie w Preston. Ba, w 2010 roku, kiedy odbierał nagrodę BBC za całokształt kariery, w podziękowaniach wymienił ten klub jako pierwszy, jeszcze przed United, co spotkało się z przyjaznym śmiechem publiczności.

Był to tylko miesiąc i aż miesiąc. Cztery tygodnie, podczas których w czterech meczach zdobył dwie bramki i zaliczył asystę. Kto wie, może gdyby nie tamto wypożyczenie, jego kariera potoczyłaby się inaczej?