W piłce, choć zwykle jest raczej sportem pozbawionych wyższych uczuć i szarmancji, istnieje kilka niepisanych zasad, za które można dostać co najmniej prztyczka w nos. Pierwsza? Nie pożądaj partnerki kolegi z drużyny swego. John Terry i Mauro Icardi lubią to. Druga? Nie zmieniaj klubu na największego rywala tego dotychczasowego.

Drugą zasadę – podobnie jak pierwszą – złamało wielu, ale tylko nielicznym pamięta się to do dziś. Luis Figo z FC Barcelony do Realu Madryt. Klasyk. Trzeciego lipca 2001 roku miała miejsce dziś już trochę zapomniana, ale jednak jedna z najbardziej spektakularnych zdrad w historii angielskiej piłki.

Kiedy pracujący wokół Arsenalu dziennikarze zostali zaproszeni na popołudniową konferencję prasową, byli przekonani, że gwoździem programu będzie transfer Richarda Wrighta z Ipswich Town. Tymczasem na sali pojawił się… Sol Campbell. Kapitan i legenda Tottenhamu.

Zgromadzeni pomyśleli, że pomylił salki konferencyjne. Że zajechał nie na ten stadion, co trzeba. Tymczasem Campbell, szokując wszystkich po dziewięciu sezonach zamienił Spurs na Kanonierów.

Embed from Getty Images

To nie była petarda. To było jak zrzut bomby atomowej zrzuconej na wypełnione po brzegi kibicami White Hart Lane. 

Jego transfer nie był bezprecedensowy. Wcześniej barwy obu klubów reprezentowało aż dziewięciu innych zawodników. To jednak były inne czasy. W latach sześdziesiątych i siedemdziesiątych takie sprawy nie lądowały na pierwszych stronach gazet. Dlaczego więc Campbell aż tak rozwścieczył kibiców Tottenhamu?

Głównie dlatego, że przez lata zarzekał się, że prędzej skończy karierę, albo rzuci wszystko i wyjedzie w Bieszczady, niż zagra dla lokalnego rywala. Mało tego. Campbell odrzucił ofertę nowego kontraktu, dzięki któremu stałby się najlepiej zarabiającym piłkarzem Spurs w historii, a potem z częstotliwością U-boota torpedował kolejne propozycje z zagranicy, po czym do Arsenalu odszedł za darmo. Przez trzy lata chciał zarobić 20 milionów funtów. Na tyle władze Spurs nie mogły sobie pozwolić, nazywając jego żądania „śmiesznymi i niedopuszczalnymi”.

Embed from Getty Images

Campbell na samym początku przygody z piłką trenował z West Ham United, ale to na White Hart Lane urósł do miany legendy. W latach 90-tych drużynie nie szło, ale do niego kibice nigdy nie mieli pretensji. Był ich ostoją, spoiwem całej drużyny. Finalnie stał się pierwszym czarnoskórym kapitanem, który w 1999 roku podniósł trofeum za wygraną w Pucharze Ligi.

– Za granicą mogłem zarobić więcej, ale poczułem, że Arsenal jest tym miejscem. To fantastyczny klub – powiedział na powitalnej konferencji prasowej.

Mógł odejść do Realu Madryt, Barcelony, Interu Mediolan czy Bayernu Monachium, gdzie zainteresowanie jego osobą było ogromne. Ponownie wybrał jednak Londyn, za co kibice Tottenhamu do dziś nie dają mu spokoju. Na koniec fragment jego wypowiedzi z 2015 roku.

– W tym roku kończę 41 lat, a wciąż spotykam się z agresją młodych ludzi, których wtedy jeszcze nie było na świecie. To obłęd. Kto to w nich utrwala? Ludzie są dziwni. Ich gniew nie zginie już chyba nigdy.

No cóż, Panie Sol. Chyba nie…