Nie tak dawno pisaliśmy o Roberto Baggio, którego Giovanni Trapattoni nie zabrał na mundial w Korei i Japonii. Dziś historia analogiczna, jednak znacznie bardziej kontrowersyjna, budząca jeszcze więcej emocji. Przez nią – na kilka tygodni przed startem mundialu – selekcjoner Brazylii, Luiz Felipe Scolari, stał się „wrogiem publicznym numer jeden”. Ulubieniec milionów Brazylijczyków – Romario – nie został powołany na mistrzostwa świata. 

Nie pomogła gigantyczna presja kibiców i mediów. Nie pomogła nawet osobista prośba… prezydenta Brazylii – Fernando Henrique Cardoso. Scolari pozostał nieugięty. Nawet mimo ataków kibiców, którzy zaraz po ogłoszeniu werdyktu, napadli go w centrum Rio de Janeiro i mocno poturbowali. 

„Ta decyzja może wywołać chaos i furię milionów Brazylijczyków, którą może uciszyć tylko jedno – zdobycie mistrzostwa świata” – pisała na gorąco jedna z gazet. 

Embed from Getty Images

Należy jednak zrozumieć kontekst. O ile wspomniany Baggio był świeżo po zerwaniu więzadeł krzyżowych, o tyle Romario wciąż strzelał mnóstwo goli w lidze brazylijskiej. Ludzie domagali się szczegółowego wytłumaczenia takiej decyzji. Nie wystarczało im powtarzanie, że nie pojedzie z przyczyn „taktycznych i technicznych”. Scolari został wezwany do tablicy. 

– Romario miał swoją szansę. Zaprosiłem go na Copa America 2001 w Kolumbii. Nie znałem składu, nie wiedziałem, jak z nim pracować. Nie przyjechał. Mówił, że jest kontuzjowany, a tymczasem trenował w Meksyku z drużyną Vasco Da Gama. Ludzie już dawno o tym zapomnieli, ale ja pamiętam wszystko. Biorę za wszystko pełną odpowiedzialność. Wiem, że jeśli nie zdobędziemy mistrzostwa, będę martwy – mówił w brazylijskich mediach. 

Rzeczywiście, z wyjazdu na Copa America wymigał się operacją oka, którą ostatecznie… przełożył. W międzyczasie grał mecze towarzyskie, a potem wybrał się na wakacje. Sam Romario zabrał głos dopiero tydzień po ogłoszeniu listy powołanych. 

– Nie mogę uwierzyć w to, że przez moją nieobecność na Copa America nie pojadę na mistrzostwa świata. Wielu graczy tam nie pojechało, a jednak znaleźli się na liście. Ja mam czyste sumienie.

Embed from Getty Images

Mogłoby się wydawać, że Scolari miał przeciwko sobie wszystkich – z prezydentem kraju na czele. Wcale tak jednak nie było. Już wcześniej z szatni dochodziły głosy, że starszyzna jest przeciwko powoływaniu Romario. Ten na początku kwietnia zwołał nawet dość kuriozalną konferencję prasową, w której przepraszał za swoje zachowanie. Trzy razy przerywał, nie mogąc powstrzymać łez. Problem w tym, że… tak naprawdę nie widział w sobie żadnej winy. 

Po ogłoszeniu listy powołanych skrucha Romario zniknęła. W jednym z wywiadów powiedział w swoim stylu:

– Czy będę oglądał mecze Brazylii na mundialu? Transmisje zwykle zaczynają się około szóstej rano. Akurat wtedy wracam do domu.

Sytuacja Scolariego była nie do pozazdroszczenia. Z usług Romario skorzystał zaledwie raz – w eliminacyjnym meczu z Urugwajem. Powołanie go oznaczałoby ugięcie się pod presją. Nie powołanie i słaby wynik na mundialu okryłby go hańbą na długie lata. Selekcjoner postawił va banque i – jak doskonale pamiętamy – zgarnął pełną pulę.