Jak zachowuje się 18-letni junior, który został włączony do pierwszego zespołu ekipy z Bundesligi? Zwykle jest cichy, pokorny. Nie odzywa się, chodzi ze spuszczoną głową, grzecznie nosi sprzęt i cierpliwie czeka na szansę. On był jednak inny, zupełnie inny. Już jako nastolatek budził postrach. Dosłownie. Do tego stopnia, że jego dziewięć lat starszy kolega z drużyny… bał się spać z nim w jednym pokoju.

Pewnie domyślacie się, że nastoletnim postrachem był Oliver Kahn. 

Oli zasłynął przede wszystkim z gry w Bayernie. Nic dziwnego, bo to tam święcił największe sukcesy. To tam zapełnił gablotę trofeami. To jako piłkarz Bayernu uważany był za najlepszego bramkarza na świecie i wtedy też sięgnął po wicemistrzostwo globu. Karierę zaczynał jednak nie w Monachium, a oddalonym o blisko 300 kilometrów rodzinnym Karlsruhe.

Końcówka lat osiemdziesiątych. Pewnym punktem w bramce Karlsruher SC jest Polak – Aleksander Famuła. Najpierw świetnie bronił na zapleczu, potem miał swoje kapitalne pięć minut w Bundeslidze. Kiedy Polak był u szczytu formy, do drużyny wszedł nastoletni Kahn. Famuła był szczupły, dość niepozorny. 

Tymczasem Oli od samego początku kariery był TYM Olim…

Już wtedy mocno trenował na siłowni. Leczył kompleksy z dzieciństwa, kiedy był raczej pulchnym dzieciakiem. W pewnym momencie wzrostem wystrzelił w górę i stał się kawałem silnego chłopa. Kiedy dołączył do pierwszej drużyny Karlsruhera, był trójką – za wspomnianym Famułą i synem lokalnej bramkarskiej legendy – Stefanem Wimmerem. To jednak nastoletni Kahn był tym zdecydowanie najbardziej pewnym siebie.

Mówi się, że jeszcze przed debiutem w pierwszym zespole powiedział kibicom, że obu starszych bramkarzy chowa do kieszeni. Mało tego. Trener Winfried Schäfer wspominał, że Polak podczas zgrupowań… bał się spać z Kahnem w jednym pokoju.

– Obawiał się, że w nocy Kahn udusi go poduszką – wspomina. 

Przez dwa pierwsze sezony Kahn w Bundeslidze zagrał cztery mecze, w których wpuścił dziewięć bramek. Był zmiennikiem, ale już wtedy trener zobaczył w nim materiał na „jedynkę”. Kiedy Famuła popełnił dwa fatalne błędy w spotkaniu z VfL Bochum, po przerwie na boisko wszedł Kahn. I jak nie trudno się domyślić, miejsca już nie oddał. 

– Wszystkich pozostałych bramkarzy uważał za wrogów. Byliśmy zupełnie innymi ludźmi, na każdej płaszczyźnie. Wydaje mi się, że byłem bardziej utalentowany, ale on z pewnością nadrabiał to charakterem. Był ode mnie dużo twardszy – wspomina Wimmer. 

W wywiadzie dla niemieckiej prasy udzielonym wiele lat temu, głos na temat tamtego okresu zabrał też sam Famuła. 

– Kahn nie był w moim typie. Ciężko pracował. Ja nie byłem tak ambitny. Chciałem się przede wszystkim dobrze bawić. Potem, kiedy Kahn zaczął bronić, zaakceptowałem rolę zmiennika i zostałem w Karlsruhe na kolejny sezon. Oli w ogóle nie chciał dopuścić mnie do bronienia. Nawet na treningu! Był dziewięć lat młodszy, a ja stałem i czekałem na pozwolenie jak dziecko – wspomina Polak. 

– Famuła był dobrym facetem, ale w pewnym momencie stracił nerwy – powiedział po latach Kahn.