To miał być spacerek. W końcu mistrzowie świata – broniąca tytułu Francja – mierzyła się z debiutantami z Senegalu. Debiutantami, których – teoretycznie – powinni znać na wylot. Wszyscy piłkarze Senegalu na co dzień grali bowiem we Francji. Stało się jednak zupełnie inaczej.

Z uwagi na różnicę czasu Francuzi oglądali swoich pupili do śniadania, które jednak stanęło im w gardle. Francja została postawiona pod ścianą i musiała wygrać dwa kolejne mecze – z Urugwajem i Danią. 

Świat obiegł wynik. Francja zero, Senegal jeden. To był totalny szok. 

Brak kontuzjowanego Zinedine’a Zidane’a, który tydzień wcześniej wypadł z powodu urazu uda, był widoczny na pierwszy rzut oka. Pod jego nieobecność pałeczkę maestro nieoczekiwanie przejął zawodnik przeciwników, 21-letni El Hadji Diouf, który wielokrotnie tańczył z francuskimi obrońcami i odegrał dużą rolę w bramce Papy Bouby Diopa. Diouf z Francka Laboeufa zrobił sobie kołowrotek, kręcąc nim na wszystkie strony. Później francuska prasa uzna starzejącego się obrońcę za głównego winowajcę tej wstydliwej klęski. 

Embed from Getty Images

Francja grała bez polotu. Sytuację mógł uratować Thierry Henry, ale tylko trafił w poprzeczkę. 

W Dakarze – stolicy Senegalu – Bouba Diop w jednym momencie stał się bohaterem narodowym. Od chwili, w której zdobył bramkę, wszyscy zgromadzeni w Teatrze Narodowym, oglądający ten mecz na ekranie, wiwatowali, kiedy tylko pojawił się na ekranie. 

– Dzisiejsza wygrana była wygraną nie tylko Senegalu, ale i całej Afryki – powiedział po meczu, jeszcze bardziej zjednując sobie naród. 

Senegalscy kibice wychodzili na ulice z… martwymi kogutami – symbolami z francuskiego godła – z którymi pozowali do zdjęć, ściskając za gardła. Następnego dnia szkoły były zamknięte, a godziny otwarcia sklepów ustalono tak, żeby obywatele mogli oglądać kolejne mecze. 

Embed from Getty Images

Zidane’a nie było – to fakt – ale bez niego Francja również wyglądała godnie, jak na mistrzów świata przystało. Przynajmniej na papierze i szczególnie z przodu, gdzie rządził kwartet Thierry Henry, David Trezeguet, Sylvain Wiltord i Youri Djorkaeff. 

„Francja ukłoniła się Senegalowi” – brzmiał nagłówek francuskiego „L’Equipe”.

W afrykańskiej ekipie – jak to zwykle bywa – nie obyło się jednak bez organizacyjnych sporów z rodzimą federacją. Już przed meczem El-Hadj Diouf otwarcie narzekał na zakwaterowanie reprezentacji. 

– Tu się nie da wyspać. Jestem wykończony i to z powodu błędów federacji. Musieliśmy zmieniać hotel…  To nie jest poważne traktowanie. Przyjechaliśmy tu, żeby dać radość ludziom, coś osiągnąć, a nikt nas nie szanuje – mówił jeszcze przed meczem otwarcia.

Na koniec anegdota sprzed jednego z dni poprzedzających start mundialu. Khaliou Fadiga, jeden z jaśniejszych punktów ich reprezentacji, przed spotkaniem z Francją mógł… trafić do więzienia. Powód? Kradzież złotego naszyjnika wartego jakieś tysiąc złotych. 

– To nie była kradzież, tylko głupi żart… Założyłem się z jednym z chłopaków, że zwinę ten naszyjnik, ale chwilę później przecież go oddałem. Nie jestem żadnym złodziejem. O nic mnie nie oskarżyli, bo nawet nie zorientowali się, że coś im zginęło – tłumaczył się. 

Złodzieja zidentyfikował monitoring. Fadiga został zatrzymany przez policję, ale sprawa jakimś cudem rozeszła się po kościach.

Embed from Getty Images

Po tym zwycięstwie prezydent Senegalu stwierdził, że jego piłkarze mogą już wracać do domu. O tym, jak radzili sobie w kolejnych rundach, wspomnimy w rocznice kolejnych spotkań. 

Francja: Barthez, Thuram, Leboeuf, Desailly, Lizarazu, Wiltord (Cisse 81), Petit, Djorkaeff (Dugarry 60), Vieira, Henry, Trezeguet.

Senegal: Sylva, Daf, Coly, Diao, Diouf, Pape Bouba Diop, Cisse, Diatta, Pape Malick Diop, Moussa N’diaye, Fadiga.