Jesteś najdroższym bramkarzem w historii futbolu. Dopiero co zdobyłeś mistrzostwo świata i zostałeś najlepszym bramkarzem turnieju. Tymczasem Twój klub zostaje karnie zdegradowany do drugiej ligi. Co robisz? A – mówisz, że ambicja nie pozwala Ci grać w Serie B i wybierasz praktycznie dowolny klub, bo chcą Cię niemal wszyscy. B – mówisz, że występy w drugiej lidze to wypadek przy pracy, krótki przystanek i zostajesz.

Pierwszy scenariusz wydaje się jak najbardziej rozsądny. Drugi z kolei może odbić się na rozwoju kariery (i kieszeni), ale w oczach kibiców stawia Cię na absolutnym piedestale. Gianluigi Buffon wybrał drugą opcję. I wygrał. W oczach kibiców Juventusu to właśnie wtedy stał się nieśmiertelny.

Kiedy stało się jasne, że Juventus po aferze Calciopoli wyląduje w drugiej lidze, przy bramie wyjściowej Stadio Delle Alpi ustawiła się kolejka. Fabio Cannavaro, który wzmocnił Real Madryt, otwarcie powiedział, że jako 33-letni mistrz świata nie wyobraża sobie grania na drugoligowych klepiskach. Juventus opuścili też wtedy Zlatan Ibrahimović, Emerson, Gianluca Zambrotta, Patrick Vieira czy Lilian Thuram.

Byli jednak tacy, którzy – mimo tej fatalnej sytuacji – zdecydowali się nie uciekać i walczyć. Mowa tu głównie o Alessandro Del Piero, Davidzie Trezeguet, Pavlu Nedvedzie, Mauro Camoranesim i właśnie Buffonie.

Embed from Getty Images

To jednak nie było takie oczywiste.

Jeszcze przed mundialem, w maju 2006 roku, długi artykuł na temat tego, co stanie się w Juventusie po ewentualnej degradacji, napisali dziennikarze „Corriere dello Sport”. Według nich scenariusz był zupełnie inny.

Buffon i Trezeguet mieli opuścić Turyn, a Del Piero typowano na roczne wypożyczenie i powrót już w Serie A. Powód? Bajeczny kontrakt, opiewający na 4,5 miliona euro rocznie, który w drugiej lidze dla Bianconerich mógł być poważnym problemem.

O ile Del Piero był – jak to mówią Włosi „bandierą” – piłkarzem flagowym, legendą, o tyle Buffon trafił do Juve zaledwie kilka lat wcześniej. Miał 28 lat, był w sile bramkarskiego wieku. Z kolei Nedved czy Camoranesi, z uwagi na metrykę, nie byli już tak łakomymi transferowymi kąskami. Zainteresowanie Gigim było jednak ogromne. Milan, Inter, Arsenal… Mógł przebierać, wybierać i negocjować bajeczne kontrakty.

Buffon zdecydował jednak inaczej.

– Nie ukrywam, że po pięciu latach w Turynie kusiło mnie, żeby spróbować gry gdzieś indziej. Skłaniałem się ku przyjęciu propozycji Milanu, jednak podjąłem decyzję – zostaję w Juventusie. Zdałem sobie sprawę, że to dzięki temu klubowi zostałem mistrzem świata. Teraz moim celem będzie zrobienie super rzeczy w Serie B i błyskawiczne wywalczenie awansu – mówił.

Jak powiedział – tak zrobił.

Zagrał w trzydziestu siedmiu z czterdziestu dwóch meczów, w których wpuścił zaledwie dwadzieścia jeden bramek, przegrywając tylko dwa spotkania, a Juventus bez problemu wywalczył awans do Serie A. Po latach powiedział:

– Kiedy zdecydowałem się zostać w Serie B, byłem szczęśliwy, że to zrobiłem. Uważam, że czasem niektórzy mężczyźni, niektórzy zawodnicy, mają szansę dać trochę nadziei poprzez swoje decyzje. W tamtym czasie ktoś musiał wysłać przesłanie: zawodnicy także mają uczucia, a w życiu chodzi o coś więcej niż popularność i pieniądze. Zrobiłbym to ponownie.