Zlatan Ibrahimović zjeździł pół piłkarskiej Europy. Grał we Włoszech, Hiszpanii, Francji i Anglii, ale pierwszym zagranicznym klubem, który po niego sięgnął, był Ajax Amsterdam. Co ciekawe, konkretną osobą stojącą za jego transferem był nasz dobry znajomy – były selekcjoner reprezentacji Polski – Leo Beenhakker. Jak do tego doszło?
Był marzec roku 2001. Leo Beenhakker, wówczas dyrektor sportowy Ajaksu, pojawił się w hiszpańskiej Murcii, gdzie miał przyglądać się treningom skandynawskich klubów. W sparingu Malmo z KF Moss jego uwagę od razu przykuł 19-letni napastnik. Wysoki, ale przy tym nienaganny technicznie. Zadziorny, bezczelny. To był Zlatan Ibrahimović. Wtedy postanowił, że zrobi wszystko, aby sprowadzić do do Amsterdamu.
Zadanie nie należało jednak do najłatwiejszych.
Zlatan Ibrahimović trafił do Ajaksu za 8 milionów euro
W Szwecji doskonale wiedzieli, że mają u siebie talent czystej wody. Że nie mogą oddać swojego klejnotu za bezcen. Beenhakker musiał wręcz błagać dyrektora finansowego klubu, żeby dał zielone światło na tak szalony transfer. Szalony, bo rekordowy. Ajax do dziś słynie raczej ze szkolenia niż wydawania fortuny na zawodników, a w tamtych czasach 8 milionów euro było dla nich kompletnym kosmosem.
– Od samego początku Zlatan był głupim gnojkiem. W szatni, na murawie, na treningu. Często myślałem: „ja pier… kim jest ten facet?”. I właśnie za to go kochałem – opowiadał po latach Beenkahher w jednym z wywiadów.
Początki Szweda w nowym miejscu nie były jednak wymarzone.
– To była katastrofa. 50 tysięcy kibiców na niego gwizdało, trenerzy, dyrektorzy, inni członkowie ekipy patrzyli na mnie okropnym wzrokiem i kręcili głowami. Każdy chciał mnie zabić. W tym czasie były tylko dwie osoby, które wierzyły w Ibrahimovicia: Zlatan i ja – kontynuuje Beenhakker.
Były trener naszej reprezentacji miał ogromny wpływ na karierę Ibrahimovicia. Gdyby nie jego talent negocjacyjny, przebiegłość i upór, Szwed najprawdopodobniej trafiły do większego klubu, jak Roma czy Arsenal, które też śliniły się na jego widok.
Szczególnie blisko był klub ze stolicy Włoch, o czym w anegdocie opowiedział niezawodny Beenhakker.
– Kilka dni po tym, jak podpisaliśmy Zlatana, wpadliśmy na siebie z Fabio Capello, który wtedy trenował Romę. Krzyknął za mną, śmiejąc się: „Ty pieprzony idioto!”. Też chciał go sprowadzić, ale byłem szybszy – powiedział Leo.
Ostatecznie wyszło na jego. To znaczy na jego i oczywiście Zlatana. Szwed podbił serca kibiców i po trzech sezonach – w roku 2004 – odszedł do Juventusu, a Ajax zarobił na nim dwukrotność wydanej kwoty.
