Diego Armando Maradona nigdy nie zagrał przeciwko pierwszej reprezentacji Polski na wielkim turnieju. Mógł. Był bardzo blisko w 1978 roku, kiedy był jeszcze niepełnoletni, ale ostatecznie selekcjoner César Menotti skreślił go z listy powołanych na mistrzostwa świata. Zagrał jednak z naszą reprezentacją do lat 21. I to jak zagrał…

Maradona w reprezentacji Argentyny zadebiutował już w 1977 roku. Było to spotkanie przeciwko Węgrom na La Bombonera – słynnym stadionie Boca Juniors – której społeczność 43 lata później, zaraz obok Neapolu – najbardziej przeżyje jego odejście.

Miejsca dla siedemnastolatka, który już wtedy był uważany za nadprzyrodzony talent, na ostatecznej liście jednak zabrakło.

– Pamiętam, kiedy tamtego dnia wróciłem do domu. Wszyscy płakali. Ojciec, matka, rodzeństwo. Mówili mi, że jestem najlepszy. Ja ich pocieszałem. Mówiłem, że mam zamiar zagrać na pięciu kolejnych turniejach. Też płakałem. To było największe rozczarowanie w moim życiu. Naznaczyło mnie i zdefiniowało. Menottiemu, za to, że mnie nie powołał nigdy nie wybaczyłem i nigdy nie wybaczę – pisał w swojej autobiografii.

Embed from Getty Images

Panowie spotkali się jednak bardzo szybko, bo już rok po mistrzostwach – tym razem w Japonii, na mundialu do lat dwudziestu. Tamtą kadrę również przygotowywał Menotti. Tym razem Maradony nie zabrakło. Słuchając naocznych świadków zdarzeń – to właśnie tam zamienił się z obiecującego młokosa w piłkarza pełną gębą.

Młodzieżowy mundial odbywał się na przełomie sierpnia i września, a kilka miesięcy wcześniej – w marcu – Maradona, wraz z pięcioma kolegami – odbył obowiązkową służbę wojskową. Diego, mimo młodego wieku, w kraju był już postacią niezwykle rozpoznawalną. Wojskowa junta nie omieszkała tego wykorzystać, co zresztą przekazała mu w żołnierskich słowach.

„Ty młody zawodniku powinieneś stać się przykładem. Musisz wykorzystać popularność i wziąć odpowiedzialność za wielki wysiłek państwa, dzięki któremu zaszedłeś tak daleko” – wystosowano do niego w komunikacie.

W grupie Argentyńczycy trafili na Indonezję, Jugosławię i właśnie Polskę. Wygrali komplet spotkań i doszli do finału, w którym rozprawili się z ZSRR.

– Mieszkaliśmy z Maradoną w tym samym hotelu. Był świetny, a w finale właściwie w pojedynkę ograł ZSRR – wspominał Marek Chojnacki, jeden z naszych reprezentantów na tamtym mundialu, na łamach portalu Łączy Nas Piłka. 

– Do tej pory nie mieliśmy styczności z tak wielką gwiazdą. Maradona już wtedy był bożkiem. Teraz 20 czy 30 dziennikarzy zajmuje się kadrą. A tam wtedy tylu przyjechało, by relacjonować niemal każdy krok Maradony. Dla nas to było szokujące jak można z piłkarza robić gwiazdę. Wszystko kręciło się wokół niego – mówi z kolei Piotr Skrobowski. 

Argentyna w starciu z Polską wygrała 4:1, a jedną z bramek – oczywiście najpiękniejszą – zdobył sam Maradona.

Wiele lat później wspomniał to trafienie na swoim oficjalnym Instagramie.

– Na koniec fazy grupowej graliśmy z Polską, która też wygrała dwa pierwsze mecze. Na boisko wyszło kilku rezerwowych, ale to był świetny występ. Z tego meczu zapamiętałem przede wszystkim dwie rzeczy. Pierwsza – polski bramkarz został zmieniony już w pierwszej połowie, po tym, jak skasowaliśmy go dwiema bramkami zza pola karnego. I druga – to był mecz, w którym Juan Simón zdobył jedyną bramkę w karierze – napisał.

Embed from Getty Images

Później przeciwko Polsce zagrał raz jeszcze, już jako dorosły piłkarz. W 1980 roku w meczu towarzyskim mierzyliśmy się na Estadio Monumental w Buenos Aires. Przegraliśmy 1:2, a jedną z bramek – oczywiście – zdobył Diego Maradona. Znowu z rzutu wolnego.