Dzisiejszy mecz Interu z Realem budzi ogromne emocje. Tak naprawdę nieistotne, że ten jest kontuzjowany, a tamten nie zagra z innego powodu. Istotne jest samo czołowe zderzenie tych uznanych, europejskich firm. Nie będziemy wchodzić w szczegóły, opisywać prehistorii czy wyliczać bilansów. Cyferki nie są dla nas. Przypomnimy jednak mecz, który na Stadio Giuseppe Meazza odbył się – co do dnia – równo dwadzieścia dwa lata temu. 

Czy to były zespoły lepsze niż obejrzymy dziś? Jeśli zapytacie dziesięciolatka – odpowiedź będzie prawdopodobnie przecząca. Jeśli natomiast do wypowiedzi dopuścicie trzydziestolatka, ten nie będzie mieć najmniejszych wątpliwości.

Są mecze, które pamięta się całe życie. Które na kilometr pachną trochę tandetnymi, ale jednocześnie pięknymi latami dziewięćdziesiątymi. Szerokie, workowate stroje. Było zimno, ciemno i w samym środku tygodnia. Byli też Ronaldo i Baggio w koszulkach Interu.

Embed from Getty Images

Rok wcześniej Inter sięgnął po Puchar UEFA i zdobył wicemistrzostwo Włoch. Przed sezonem – obok młokosów Andrei Pirlo i Nicoli Ventoli – sprowadzili odrodzonego w Bolonii Roberto Baggio, który miał podwoić ich siłę rażenia. Real Madryt z kolei bronił wywalczonego rok wcześniej pod batutą Juppa Heynckesa triumfu w Lidze Mistrzów. Pierwszy grupowy mecz, wygrali Królewscy – aż 3:1. Na San Siro było jednak zupełnie odwrotnie.

„Piękna twarz Interu. Magiczny wieczór!” – zatytułowała relację z tego spotkania włoska „La Gazzetta dello Sport”.

„Drużyna Simoniego w pełni zmyła fatalne wrażenie po wpadce w pierwszym meczu. Ronaldo odnalazł wenę, ale to Baggio dopełnił dzieła zdobywając bramkę w końcówce. To ich musimy wyróżnić najbardziej. Obaj mają za sobą bardzo trudny początek sezonu i rzadko pojawiali się w wyjściowej jedenastce. Brazylijczyk powrócił i zaczarował San Siro jak za dawnych czasów. Miał kilka przestojów, popełnił kilka błędów, ale jak już przejął piłkę, to obrońcy Realu patrzyli na niego z pozycji kolan” – pisali w reportażu.

Embed from Getty Images

Pierwszy jednak do siatki trafił jednak Ivan Zamorano. Nie była to bramka piękna. Szczerze mówiąc był to farfocel po strzale Ronaldo. Niedługo później wyrównał piłkarz, który w przyszłości trafi do Interu – Clarence Seedorf. Najlepsze dla Interu miało jednak dopiero nadejść.

W 68. minucie na boisko za Zamorano, witany aplauzem, wszedł Roberto Baggio. Wszedł i dał sygnał do ataku.

85. minuta. Ping-pong i chaos w polu karnym Realu. Do piłki dopada „Il Divin Codino”. Bodo Ilgner rzuca się w lewo, Baggio łapie go na wykroku. Piłka ociera się o nogi bramkarza Królewskich i wpada do siatki. Napastnik Interu ściąga koszulkę, w jego stronę biegną wszyscy koledzy, łącznie z rezerwowymi. Prowadzą 2:1.

I wreszcie minuta numer 92.

Baggio wychodzi sam na sam. Kładzie Ilgnera na glebę, pakuje piłkę do siatki i gestykuluje: halo, trybuny, nie słyszę Was! Skończyło się na 3:1.

INTER (1-3-4-2): 1 Pagliuca; 2 Bergomi; 3 Colonnese 5 Galante 16 West; 17 Moriero (4 J. Zanetti 57′), 8 Winter, 19 Sousa (15 Cauet 75′), 14 Simeone; 9 Ronaldo, 18 Zamorano (10 Baggio 68′).
Ławka rezerwowych: 22 Frey, 24 Silvestre, 6 Djorkaeff, 21 Pirlo.
Trener: Luigi Simoni.

REAL MADRYT (4-4-2): 1 Illgner; 12 Campo, 5 Sanchis (9 Suker 88′) 19 Sanz, 3 Roberto Carlos (17 Jarni 81′); 7 Raul, 10 Seedorf, 6 Redondo, 16 Jaime; 8 Mijatovic, 20 Savio.
Ławka rezerwowych: 25 Almansa, 14 Guti, 20 Rojas, 18 Karanka, 15 Morientes.
Trener: Guus Hiddink.