Klasyka Futbolu

Dzień, który zmienił karierę Henry’ego. Wcześniej stracił chęć do gry

Był wygwizdywanym na treningu przez własnych kibiców mistrzem świata. Piłkarzem, który sięgnął po najważniejszy puchar w futbolu, grał w wielkim klubie, a jednocześnie był bardzo nieszczęśliwy. Z pomocą Thierry’emu Henry’emu przyszedł jednak Arsene Wenger i Arsenal, który zdecydował się wyłożyć za niego 11 milionów funtów. Dzień podpisania kontraktu z londyńskim klubem był dla Francuza tym, który zakręcił koło fortuny – zamieniając utratę chęci do gry w piłkę na zasłużony pomnik przed Emirates Stadium.

Latem 1999 roku na Highbury Arsenal zaprezentował go jako swojego nowego piłkarza. Nie byle jakiego, bo mistrza Francji, półfinalistę Ligi Mistrzów i Pucharu UEFA, a także autora trzech trafień na rozgrywanym rok wcześniej mundialu, który zresztą z reprezentacją Trójkolorowych wygrał. Problem polegał na tym, że dokładnie tyle samo bramek zdołał uzbierać przez cały następny sezon we Włoszech. Jak później sam wspominał, to był „najgorszy epizod w całej karierze”. Po mistrzostwach świata trafił bowiem z Monaco do Juventusu, w którym czuł się źle. Przede wszystkim, był wystawiany jako wahadłowy w systemie 3-5-2.

Kosztowny błąd Ancelottiego

Embed from Getty Images

– Moje największe błędy w karierze? Nie chciałem Baggio w Parmie, a potem w Juventusie nie zauważyłem, że Henry nie jest skrzydłowym – powiedział ówczesny trener Juventusu, Carlo Ancelotti w La Republica.
– Nie sądziłem, że mogę go wystawiać na środku ataku. Nigdy mi nie powiedział, że może tam grać – dodał włoski szkoleniowiec w książce Philippe’a Auclaira, „Thierry Henry. Samotność na szczycie”.

Można powiedzieć, że tak jak otrzymał połowę swojego numeru z reprezentacji – w kadrze grał z „12”, w Turynie dostał „6” – tak na boiskach Półwyspu Apenińskiego uwolnił połowę swojego potencjału. Być może tracił go wraz z otrzymywaniem wielu zadań defensywnych? Nie czuł się dobrze w realiach bardzo taktycznego, włoskiego calcio. Rozczarowani byli kibice, którzy potrafili wygwizdać go na treningu, a także działacze, chcący po roku użyć go jako karty przetargowej w wymianie transferowej z Udinese.

– Ani trochę nie bawiłem się piłką nożną. Czułem, jakbym stracił chęć do gry – przyznał po latach.

– Juve myślało o sprowadzeniu do siebie Marcio Amoroso, a Udinese chciało mnie jako zastępcę. Trener Carlo Ancelotti nie chciał mnie sprzedać ani pozwolić odejść na wypożyczenie, ale działacze myśleli inaczej. Odebrałem to jako brak wiary we mnie. Odmówiłem przeprowadzki do Udinese, ale poprosiłem o transfer do innego klubu. Zgodzili się – wspominał Henry.

Arsenal i Henry – związek doskonały

Powrót pod skrzydła Arsene’a Wengera, u którego błyszczał w Monaco, okazał się strzałem w dziesiątkę. Dzień podpisania kontraktu z Arsenalem odmienił karierę piłkarza, który stał się legendarnym – choć początki miał trudne. W pierwszych ośmiu meczach dla „Kanonierów” nie zdobył ani jednej bramki. Gdy wszedł z ławki w meczu z Southampton i strzelił bramkę, a Arsenal wygrał, karta zaczęła się odwracać.

– Francuzi grający w Arsenalu zawsze dobrze wypowiadali się o lidze i klubie. Petit, Anelka, Vieira, Grimandi – ilekroć z nimi rozmawiałem, zawsze chwalili Arsenal. Wenger był trenerem, z którym pracowałem w Monaco – tłumaczył swój wybór po latach Henry.

Sezon ostatecznie zakończył z 17 golami na koncie, choć bez mistrzostwa Anglii. Wygrał natomiast to Europy, zdobywając na EURO 2000 trzy gole – między innymi w półfinale z Portugalią, zostając najlepszym strzelcem mistrzów Starego Kontynentu.

Następne lata to pasma sukcesów, które zostały docenione choćby za sprawą pomnika, odsłoniętego przed stadionem Arsenalu w trakcie obchodów 125-lecia klubu. W klubie z Londynu grał przez osiem sezonów. Dwukrotnie został mistrzem Anglii, trzy razy wygrał Puchar Anglii, zgarnął cztery Złote Buty, czterokrotnie też sięgał po koronę króla strzelców Premier League.

– Mój styl gry jest bliższy grze angielskiej, ponieważ jak tylko dostanę piłkę, zaczynam biec w kierunku bramki. Jak w dzieciństwie – przyznawał Henry.

Wygrał na Wyspach wszystko z wyjątkiem Złotej Piłki i Ligi Mistrzów, w poszukiwaniu których obrał nowy kierunek – Barcelonę. Ten drugi sukces udało mu się świętować w 2009 roku, rehabilitując się za przegrany finał sprzed kilku lat, kiedy to będąc jeszcze „Kanonierem” przegrał właśnie z Barceloną. Po paśmie sukcesów na Camp Nou, w trakcie gry za oceanem, wrócił jeszcze do domu. Wiwatujący powrót króla kibice Arsenalu oszaleli ze szczęścia, kiedy w „drugim debiucie” zmienił Chamakha i wpisał się na listę strzelców. Wypożyczony wówczas z New York Red Bulls Francuz zapewnił klubowi awans do następnej rundy FA Cup.

Łącznie w 377 meczach dla Arsenalu we wszystkich rozgrywkach strzelił 228 bramek.

Sol Campbell w Arsenalu, czyli najbardziej zdradziecki transfer w historii Premier League

 

Exit mobile version