Dziś nazwisko Dawida Janczyka kojarzone jest niemal wyłącznie ze spektakularnie zmarnowanym talentem. Z nałogiem, kolejnymi nieudanymi próbami powrotu do piłki czy też głośną autobiografią. My podejdziemy do tematu z nieco innej strony. Dokłądnie odtworzymy początki jego kariery. Okres, w którym niewątpliwie – nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami – był uznawany za piłkarski diament czystej wody.

Polak w Chelsea? Dziś, kiedy młodzieżowe przygody w The Blues zaliczyli Hubert Adamczyk czy Marcin Bułka, nie brzmi to niewiarygodnie. Co innego ponad piętnaście lat temu. Wówczas o czterodniowych testach Dawida Janczyka na Stamford Bridge rozpisywała się cała polska prasa.

Tam spotkał się z Jose Mourinho czy zjadł wspólne śniadanie z Romanem Abramowiczem. Podczas jednej z treningowych gierek trafił do pary z Mateją Kezmanem.

– Niewiele odbiegał umiejętnościami od swego sławnego partnera. Kiedy wyjeżdżaliśmy, dostaliśmy zapewnienie od dyrektora akademii futbolowej w Chelsea, że za dwa tygodnie otrzyma zaproszenie na kolejny sprawdzian, połączony już z dokładnymi badaniami medycznymi – mówił wtedy menedżer piłkarza, Jerzy Kopiec.

Ostatecznie przeprowadzka do Londynu nie wypaliła, ale w środowisku na dobre poszła fama o utalentowanym nastolatku z Sandecji Nowy Sącz. Kilka miesięcy później zainteresowała się nim Legia Warszawa, ale ponoć nie była jedyna w kolejce. Po jednym z meczów polskiej młodzieżówki do rozmów miał zaprosić go Sporting Lizbona.

– Nie dostałem żadnych telefonów z Łazienkowskiej. Nie wiem czy Legia zrezygnowała z Dawida, czy wciąż się zastanawia. Wypadałoby jednak powiadomić o swoich planach. Napraszać się nie będę – mówił pewny siebie menedżer piłkarza.

Zastanawiała się ponad miesiąc, bo w lipcu 2005 roku Janczyk oficjalnie został piłkarzem Legii Warszawa. Zachwytów nad jego niebanalnymi umiejętnościami nie było końca. Do chóru fanów dołączył się nie byle kto, bo sam Pan Lucjan Brychczy. Legenda Legii określiła Janczyka jako największy talent od czasów Wojciecha Kowalczyka.

– Jest naprawdę świetny. Dobrze, że nie strzela bramek z każdej pozycji, którą sobie stworzy, bo byśmy chyba oszaleli – mówił.

Z Chelsea się nie udało, ale już w październiku, kilka tygodni po podpisaniu kontraktu z Legią, po Janczyka zgłosił się Arsenal. W międzyczasie zaczął też nieśmiało pukać do pierwszego składu Legii i strzelił gola w Pucharze Polski z KSZO Ostrowiec.

– Ja to jestem ja. Zawsze byłem skromny i taki pozostanę. Nie grozi mi żadna sodówka ani nic takiego – mówił po pierwszych udanych meczach.

Co ciekawe, w marcu 2006 roku Janczyk został… twarzą ogólnopolskiej kampanii społecznej pod hasłem „Alkohol nie dla nieletnich!”. Do udziału miał zaprosić go sam trener Janusz Wójcik. Miał spotykać się z młodymi chłopakami w całej Polsce i przestrzegać przed tym, jak zgubne może być nadużywanie alkoholu w młodym wieku.

– Ja piję symboliczne ilości piwa lub wina raz na kilka miesięcy. Kiedy naprawdę jest niezwykła okazja. Chcę podkreślać, że aby cieszyć się zdrowiem, dobrym samopoczuciem, aby być w formie, nie wolno w ogóle pić alkoholu. Alkohol powoli zabija. Lepiej zająć się sportem. Ja się zająłem i jest mi z tym fajnie – mówił jako 18-letni napastnik Legii.

W tym samym czasie Paweł Janas wysłał mu też pierwsze powołanie do reprezentacji Polski, do której trafił w towarzystwie innego legionisty-debiutanta – Łukasza Fabiańskiego. Przeciwnikiem była Arabia Saudyjska. Ostatecznie na zgrupowanie nie pojechał z powodu kontuzji kolana. Co ciekawe, powołania nie dostał wyłącznie z powodów czysto sportowych. W Legii był przecież zaledwie od kilku miesięcy.

Embed from Getty Images

Okazało się, że Dawid Janczyk podobno mógłby zagrać w… reprezentacji Turcji.

PZPN miał odkryć, że w Janczyku, od strony matki, płynie turecka krew. Chciano więc uniknąć absurdalnej sytuacji, w której Dawid zagrałby dla tamtejszej kadry i „zaklepać” go dla Polski.

„Nie oddamy Janczyka w turecki jasyr!” – pisało „Życie Warszawy”.

Sytuacja ta rozwścieczyła samego zainteresowanego, który stwierdził, że prasowe rewelacje to totalne bzdury.

– Dla mnie jest to skandal! Jak można w to wszystko mieszać moich rodziców? Nie rozmawiałem jeszcze z mamą, ale wyobrażam sobie, co musi teraz odczuwać – mówił.

Potem Janczyka zaczęły dręczyć kontuzje, przez co – być może – ominęło go powołanie na mistrzostwa świata w 2006 roku, do których po cichu go przymierzano. Pierwszy sezon w Ekstraklasie zakończył jednak z pięcioma bramkami. Zainteresowanie zagranicznych klubów nie malało, a rok po transferze do Legii ponownie pojawiło się zainteresowanie klubów Premier League. Tym razem miało chodzić o Liverpool i Tottenham.

Wszyscy pamiętamy jego występy na Mistrzostwach Świata U-20 w Kanadzie w 2007 roku. Do notesów dyrektorów sportowych największych klubów trafił jednak już rok wcześniej, podczas Mistrzostw Europy U-19. Powód? Hat-trick z spotkaniu z Belgią. Już wtedy trafił pod lupę kolejnego selekcjonera – Leo Beenkahhera.

Embed from Getty Images

Pojawiło się też zainteresowanie Manchesteru City. Wówczas – ligowego średniaka. Wiarygodności informacji o potencjalnym transferze dodawał fakt, że w The Citizens pracował Gwyn Williams – ten sam człowiek, który chciał Janczyka w Chelsea.

– Nawet, jeśli wpłynęłaby oferta z Manchesteru United. To młody, perspektywiczny zawodnik, który na wiosnę ma stanowić o sile zespołu, być jego podstawowym graczem. Chyba że… w grę wchodziłyby naprawdę duże pieniądze – mówił ówczesny właściciel Legii, Leszek Miklas.

Niecały milion euro, który proponowali Anglicy, to były drobne w porównaniu z tym, co niebawem zaproponowało Atletico Madryt. Hiszpanie oferowali 3,5 miliona, ale rozłożone na raty. Z gotówką wjechali natomiast przedstawiciele CSKA Moskwa. O transferze do Rosji Janczyk dowiedział się na zgrupowaniu przed pamiętnym mundialem U-20 w Kanadzie, gdzie jego gwiazda rozbłysła najjaśniejszym blaskiem.

– Dawid będzie zarabiał w lidze rosyjskiej dwa razy więcej, niż przeciętny piłkarz Bundesligi. Rosjanom tak się spieszy, by pozyskać Janczyka, że są gotowi w środę podstawić samolot, zabrać pełnomocnika piłkarza i odlecieć do Kanady, by tam podpisać kontrakt z Dawidem. Boją się, że a nuż nasz napastnik strzeli ze dwa gole Argentynie, czego wykluczyć nie można i zgłosi się po niego dajmy na to Inter Mediolan – mówił jego menedżer w rozmowie z Interią.

Oferta z CSKA pojawiła się tuż po meczu z Koreą Południową. Potem sam mówił, że nie mógł skupić się na kolejnych meczach, bo głowę zaprzątało mu transferowe zamieszanie. Ostatecznie – za 4,2 miliona euro – trafił do CSKA Moskwa. Tym samym pobił rekord Jakuba Błaszczykowskiego i stał się najdroższym piłkarzem w historii naszej ligi.

Resztę historii wszyscy znamy i – mimo ostatnich zapewnień samego zainteresowanego – trudno podejrzewać, że zakończy się głośnym happy-endem. Chociaż chcielibyśmy w to wierzyć.