W 2000 roku Florentino Perez od transferu Luisa Figo rozpoczął budowę drużyny Galacticos. Rok później – dokładnie 10 lipca 2001 roku – sięgnął po kolejnego najlepszego piłkarza na świecie, znów bijąc historyczny rekord transferowy. Kontrakt z Realem Madryt podpisał Zinedine Zidane. 

Na początku Juventus twardo twierdził, że Francuz nie jest na sprzedaż, ale sam zainteresowany miał inne zdanie. 

– Gdyby to zależało tylko ode mnie, już szukałbym domu w Madrycie – powiedział jeszcze jako piłkarz Juventusu. 

Perez potraktował to jak zaproszenie i dopiął swego. Kiedy Zidane odpoczywał na wakacjach na Tahiti, Real po cichu dogadywał się z jego agentem i Luciano Moggim, dyrektorem Juventusu. Do Madrytu przyleciał prywatnym odrzutowcem. Na koszulce otrzymał piątkę po kończącym karierę legendarnym Manolo Sanchisie. Jego pensja oscylowała w granicach tej Raula i Figo, żeby między gwiazdami Realu nie dochodziło do tarć.

Embed from Getty Images

Trzystu dziennikarzy z pięćdziesięciu krajowych i zagranicznych mediów czekało jak na szpilkach. Konferencja prasowa i prezentacja Zizou, która miała odbyć się w Ciudad Deportiva, została opóźniona o blisko godzinę. Pierwszy przemówił Perez:

– Mówi się, że są piłkarze, którzy urodzili się po to, by grać w Realu Madryt. Jestem przekonany, że Zinedine jest jednym z nich – mówił.

Perez po raz kolejny pobił światowy rekord transferowy. Zidane kosztował 45,6 miliona funtów. Gigantyczne pieniądze, które właściciel Realu wydał lekką ręką. Nie bał się tej inwestycji. Wiedział, że transfer zwróci się z nawiązką, także dlatego, że Real zagwarantował sobie 50% praw do jego wizerunku. Sam Zidane powiedział: nie jestem wart takich pieniędzy. 

– Czekałem na ten moment z wielką niecierpliwością. Po pięciu latach w Juventusie przyszedł czas, żeby ruszyć w dalszą drogę. Co do pieniędzy, już dawno powiedziałem, że to kosmiczna kwota i nie jestem tyle wart – powiedział. 

To był jedyny transfer Realu tamtego lata. Perez miał w koronie już dwa klejnoty, ale rok później pokazał, że dopiero się rozkręca. Choć tym razem operacja była znacznie bardziej skomplikowana.