Napisanie, że piłkarze z absolutnego topu zarabiają mnóstwo pieniędzy nie jest niczym odkrywczym. To, że niektórzy dzielą się fortuną z ubogimi również. Jest jednak zawodnik, o którego nie koniecznie byśmy o to podejrzewali. Działał charytatywnie w czasach, kiedy podobne sprawy nie były nagłaśniane. Dobrze go znacie. Nazywa się Clarence Seedorf. 

Cofnijmy się w czasie o niemal dwadzieścia lat. Seedorf jest piłkarzem o ugruntowanej marce, po występach w Ajaksie, Realu czy Interze. Zarabia sporo, ale na pewno nie tyle, ile zarabiałby dziś. To jednak nie przeszkodziło mu w przepięknym geście.

Seedorf jest Holendrem, ale urodził się na Surinamie – małym, biednym państewku w Ameryce Południowej, które zaledwie chwilę przed jego przyjściem na świat otrzymało niepodległość. Wcześniej byli holenderską kolonią, później terytorium zamorskim.

Co miał wspólnego z Surinamem? Poza korzeniami i jakimiś przebłyskami z wczesnego dzieciństwa – raczej niewiele. Do Holandii rodzice zabrali go bowiem, kiedy miał dwa lata. Los państwa jego przodków mógłby być mu obojętny.

Ale nie był.

W 2001 roku w Oost, kilkadziesiąt kilometrów od stołecznego Paramaribo, jak to pisały gazety – pośrodku kraju trzeciego świata – powstał stadion. Trzy i pół tysiąca miejsc, najnowocześniejszy obiekt w kraju. Powstał na… działce Clarence’a Seedorfa, który na dodatek ufundował budowę obiektu. Ziemię, odchodząc na emeryturę, przepisał mu jego dziadek. Wcześniej – przez 40 lat – uprawiał tam warzywa.

Chociaż wyjechał stamtąd bardzo wcześnie, cały czas czuł ogromny sentyment. Wielokrotnie wracał, odwiedzał wujostwo, kuzynów i głowę rodu Seedorfów – Freddy’ego – swojego dziadka. Od lat chciał zrobić tam coś dobrego. Pomóc piłkarsko krajowi, który dał mu życie.

Ile go to kosztowało? Niektóre źródła mówiły o nawet 10 milionach funtów, ale bardziej prawdopodobna kwota to okolice okrągłego miliona.

– Prasa przecenia mój wkład, ale to nie pieniądze są tu najważniejsze. To kwestia moralności. Tylko to się liczy. Moim marzeniem jest to, żeby dzieciaki w Paramaribo zamiast kopania na ulicach mogły przenieść się na prawdziwe boiska – mówił na konferencji prasowej.

Jak dziś – po dziewiętnastu latach od otwarcia – ma się Clarence Seedorf Stadium w Paramaribo? Czy ambitny i kosztowny projekt wypalił?

Początkowo był wielkim sukcesem. Na obiektach trenowało 600 dzieciaków, którym rozdawana była żywność, napoje i stroje piłkarskie. Potem jednak wszystko zaczęło się sypać. W 2008 roku Seedorf chciał przekazać darowiznę 3 milionów euro dla Surinamskiego Związku Piłki Nożnej i w zamian przejąć kontrolę nad obiektami, które wcześniej im ufundował. Nie uzyskał zgody. Przez kilka ostatnich lat cały kompleks stał odłogiem.

Dwa lata temu wszystko zostało wystawione na sprzedaż. Cena wywoławcza – 3,5 miliona euro.

De advertentie waarin het stadion te koop wordt aangeboden.