Myślicie „czarnoskóry reprezentant Włoch” – mówicie Mario Balotelli. Młodsi mogą wskazać Moise Keana, starsi może pamiętają jeszcze Mateo Ferrariego, ale szlaku nie przetarł żaden z tej trójki. Żaden z nich nie przełamał tabu i włożył niebieskiej koszulki Squadra Azzurra jako pierwszy. Pionierem był ktoś inny, mianowicie Fabio Liverani – kiedyś świetny piłkarz, dziś trener, o którym chcemy przypomnieć w jego 44. urodziny.
Bycie czarnoskórym we Włoszech do dziś nie jest lekkie i przyjemne. Do mediów cyklicznie przedostają się relacje o rasistowskich przyśpiewkach na stadionach wyższych i niższych lig. Musicie jednak uwierzyć, że w latach 70-tych i 80-tych było jakieś dziesięć razy trudniej. Właśnie w takich okolicznościach przyszło dorastać naszemu bohaterowi.
Lazio, w którym grają chociażby Diego Simeone czy Hernan Crespo, będą mieli w szeregach drugiego w historii – po Aaronie Winterze – czarnego piłkarza. To Fabio Liverani, do tej pory piłkarz Perugii. Powiedział, że nie ma problemu z fanami, którzy są uznawani za najbardziej rasistowskich w całych Włoszech. „La Stampa”, 27 września 2001
Ojciec Liveraniego był Włochem. Jego matka natomiast somalijską emigrantką z Mogadiszu, która do Italii trafiła z powodu wojny w ojczyźnie. Fabio urodził się w Rzymie, ale piłkarsko dorastał w naprawdę wielu miejscach. Od stolicy, przez Sycylię i Neapol, na Sardynii kończąc. Ostatecznie w Serie A zadebiutował w barwach Perugii. Nie był najmłodszy. Miał 24 lata, ale szybko okazało się, że ma ponadprzeciętny talent.

Na przełomie wieków Perugia – dziś klub mocno zapomniany – dysponowała naprawdę ciekawymi piłkarzami. Obroną dyrygował Marco Materazzi. Na środku pola rządził Dmitrij Aleniczew, a podwieszonego napastnika grał Ahn Jung-hwan. Ten sam, który dwa lata później – przy czynnej postawie sędziów – wyrzuci Włochów z mundialu. Ale to historia na osobny wpis.
Liverani w debiutanckim sezonie w Serie A grał praktycznie wszystko – od deski, do deski. W kilka miesięcy z trzeciej ligi trafił do reprezentacji Włoch. Szansę w spotkaniu z RPA w kwietniu 2001, w miejsce kontuzjowanego Francesco Tottiego, dał mu selekcjoner Giovanni Trapattoni.
– To będzie dla mnie szczególny mecz ze szczególnym przeciwnikiem. RPA przez lata walczyło z rasizmem. Podobnie jak ja. Kiedy ludzie gwiżdżą na mnie, z powodu koloru skóry, to daje mi podwójne doładowanie – mówił przed debiutem, który okazał się pierwszym z zaledwie trzech meczów dla reprezentacji.

Był to okres, kiedy na boiskach pojawiało się coraz więcej czarnoskórych Włochów. Potomków imigrantów, którzy do pewnego momentu mięli jednak mocno przerąbane. Wspomniany Matteo Ferrari – wówczas kapitan kadry U-21 – otwarcie mówił, że „brudnym czarnuchem” nazywali go już w juniorach. Nie pomagali też dorośli, uznani piłkarze, jak na przykład Sinisa Mihajlović, który do Patricka Vieiry zwrócił się per „gówniany czarnuch”. Od najmłodszych lat lekko nie miał i sam Liverani. Był jednym z pierwszych piłkarzy w Serie A, którzy otwarcie mówili o problemie rasizmu.
– Jak na razie w Serie A zagrałem trzy razy i jeszcze nie spotkałem się z rasizmem. Co innego, kiedy byłem dzieckiem. Już jako ośmiolatek przeciwnicy mi ubliżali, tym bardziej, że często byłem od nich lepszy. Piłka pomogła mi przetrwać wszystko. Byłem jedynym czarnym na dzielnicy. Z Somalii, skąd pochodzi moja matka, wszyscy moi krewni uciekli podczas wojny domowej. Ja czuję się rzymianinem – mówił w wywiadzie dla „La Repubblica” niedługo po debiucie w Serie A.
Po kapitalnym sezonie w Perugii i debiucie w kadrze, oferty posypały się jak z kapelusza. Propozycję nie do odrzucenia wysunęło jednak tylko Lazio. Kwota? 25 miliardów lirów (ok. 10 milionów euro) to – jak na tamte czasy naprawdę duże pieniądze. Powrót do Rzymu nie był jednak powrotem w blasku chwały. Na pewno nie dla kibiców Lazio, którzy… wpadli w szał.
Po pierwsze – dlatego, że był czarnoskóry. Po drugie – dlatego, że… był zadeklarowanym kibicem Romy. Wcześniej do internetu wypłynęło zdjęcie, na którym hucznie świętował zdobyte przez nią mistrzostwo kraju. Czarny kibic Romy? To połączenie dla niektórych z fanów Lazio było wyjątkowo ciężkostrawne. Już kilka dni później Rzym „przyozdobiono” napisami „Liverani, raus!”, „Zasrany Romanista” czy „Liverani czarnuch”. Podpisem pod każdym z nich była swastyka.
Media od razu przypomniały historię wspomnianego Wintera, który najpierw został przywitany obelgami, a potem wszystko ucichło i przez kolejne lata był ważnym elementem Lazio. Co na to Fabio? Mówiąc kolokwialnie – miał wyrąbane. Przynajmniej tak twierdził w wywiadach. Mówił, że z podobnym zachowaniem spotyka się od dziecka i generalnie wszystko po nim spływa.
Jak to wszystko się skończyło? A no tak, że pod koniec przygody z Lazio został… ich jedynym w historii czarnoskórym kapitanem. Radykalna część kibiców nigdy go jednak nie zaakceptowała.
W 2013 roku – już jako trener – przełamał kolejne tabu. Przejmując Genoę, stał się pierwszym w historii Serie A czarnoskórym szkoleniowcem. Było to kilka miesięcy przed tym, kiedy stery w Milanie objął Clarence Seedorf. Od 2017 roku prowadzi US Lecce, które z trzeciej ligi – sezon po sezonie – wprowadził na włoskie salony.
Klasyka Futbolu